Żyję. I mam się dobrze. Nawet bardzo :)
Szybko zaaklimatyzowałam się w nowym mieszkanku. W dużej mierze dzięki Ogrzemu, który mieszkał ze mną pierwszy tydzień i pomógł mi przebrnąć przez etap przejściowy. Zdążyliśmy już nawet jedną imprezę zrobić :)
Brak dostępu do netu nie doskwiera mi tak bardzo jak się spodziewałam. Mam teraz więcej czasu dla siebie. I z tej właśnie okazji postanowiłam przerzucić się na dietę dobrych kalorii. Tę samą na której Moje Kochanie schudło już od początku roku około 20 kg. No zobaczymy jak mi pójdzie. Trzymajcie kciuki! :)
PS. Wieczorny widok z naszego balkonu

A więc stało się. Przeprowadziłam się.
Spodziewałam się, że będzie mi trochę smutno zostawiać mieszkanie, w którym spędziłam prawie całe swoje życie. Ale nie było. Chyba dojrzałam do przecięcia pępowiny. U rodziców było mi bardzo dobrze i wygodnie, ale gdzieś tam jednak z tyłu głowy ciągle pojawiała się myśl, że czas już zacząć żyć na swój rachunek.
No więc zaczynam - pełna pozytywnych myśli, planów na przyszłość i ekscytacji tym, co będzie jutro.
Nie cierpię zielonej herbaty. Czy wszystko co zdrowe musi być niedobre? Piję ją, bo zawiera antyoksydanty czyli inaczej mówiąc przeciwutleniacze, które przeciwdziałają starzeniu się. Mam nadzieję, że to działa, bo jak nie... blah.
skomentuj (5)
Sztućce. To tylko sztućce. Kto by pomyślał, że przyniosą
tyle radości…
Choć nie. To przecież nie są zwykłe sztućce. To sztućce do
naszego domu. No i są naprawdę piękne.
Od wczoraj się nimi zachwycam. Podobnie zresztą jak każdą
inną nawet najdrobniejszą rzeczą do naszego mieszkania. Pościel! Cudna pościel
pod którą śnić będziemy same piękne sny. Patelnia… Niemal czuję smak
tych rodzinnych niedzielnych obiadów! Żelazko? Z przyjemnością będę prasować mu
koszule do pracy.
Jeszcze mnóstwo pracy przed nami. Ale wspólnymi siłami
dojdziemy wszystkiego. Razem możemy wszystko. Ale najważniejsze to nie zapomnieć,
że:
„Dom nie jest tam, gdzie mieszkamy, ale tam, gdzie kochamy i
jesteśmy kochani.” (Karlheinz Deschner).